Oswajanie akryli
Ogólnie rzecz biorąc - masakra.
Miałam cudne wizje figurki z pięknym cieniowaniem, rozmytymi granicami między kolorami... Wizję, że w 2 godziny jestem w stanie zrobić sobie cały podkład pod dalszą pracę na figurce...
Spotkanie z akrylami było bolesne. Nie dość, że nie pasuje mi ich konsystencja za bardzo, to krycie jest masakrycznie.. niekryjące. Przez godzinę pomalowałam 5 warstw na 2 buźkach i 4 rączkach... Koszmar.. Może uda się to cieniem jakoś ładnie wydobyć... za pół roku ;)
O ile kolejne warstwy farby nie pozakrywają szczegółów na figurkach...
Wnioski z pierwszego malowania:
- dużo cierpliwości
- kilka warstw podkladu kolorowej farby to nic dziwnego
- pędzelki do figurek Warhammera od numeru 1 w dół (nie wiem po co wyciągnęłam nr 5 )
- następnym razem trzeba otworzyć buteleczki z farbą i patyczkiem wymieszać pigment ( podejrzewam, że osadza się na dole i stąd to beznadziejne krycie)
- malujemy na spokojnie w domu, z dużym zapasem czasu, a nie na babskich spotkaniach, gdzie reszta robi kartki świąteczne ;)
Zdjęć nie załączam, bo nie zrobiłam ;)